Obraz
środa, 28 maja 2014
Gazowany
Przysięgam, że kiedyś dostanę zawału przez te moje zwierzaki. Dzisiaj z rana podając kozom siano przed wyjściem na pastwisko w oczy rzucił mi się Freedom nadmuchany jak balonik. Wzdęcie! To oczywiste. Spacer i masaż nie pomogły, szybka decyzja- jedziemy do weta. Ten włożył sondę i nic, cisza. Niedobrze. Diagnoza- wzdęcie drobno pęcherzykowe. Podał dożylnie lek przeciwbólowy i na rozbicie piany. Kazał jechać do domu i poczekać 2 godziny. Jak nie przejdzie przyjechać na trokarowanie. Niestety nie pomogło i zabieg trzeba było wykonać. I ja i Fredek znieśliśmy go dzielnie. Piana opadła, część w postaci zielonej mazi wyszła dziurką. Teraz wyjęłam trokar, podałam mu jeszcze wlew na trawienie i utuliłam biedaka do snu. I zasiadłam przy zasłużonym piwku do napisania tego posta. Reszta kóz ma się dobrze, psiaki również tylko poradzić sobie nie mogę z chwastami rosnącymi w tempie ekspresowym, dosłownie z minuty na minutę.
wtorek, 22 kwietnia 2014
Pracowity dzień
Dzisiejszy dzień jakby w całkowitej kontrze do poprzedniego przywitał nas ciepło i słonecznie. Chęci do pracy duże więc po porannej kawce, nakarmieniu królika i wyprowadzeniu koziego mini stadka do sadu złapałam byka za rogi. Znaczy udałam się do winnicy robić wiosenne porządki. Krzewy odkopałam już jakiś czas temu, jednak wciąż walały się tam obcięte jesienią łozy oraz świerkowe gałęzie użyte do okrywania kopców. Jedlinę powiązałam w pęczki aby łatwiej było wynosić i obczyściłam z ostro rosnącego już zielska jeden rząd. Taniec z haczką dał się mocno we znaki moim plecom, cóż, czas zimowego lenistwa się skończył i dopiero dziś tak naprawdę przywitałam wiosnę. Jutro planuję zrobić drugi rząd to będzie już można wyłożyć rzędy czarną agrotkaniną. Zdało to egzamin w zeszłym roku, wystarczy wyrwać chwasty wiosną i całe lato mamy spokój. Sąsiad mam nadzieję przyjedzie na dniach zaorać i zabronować ogród to będzie można siać. Rozsady kapusty, kalafiorów i brokułów rosną ładnie, jeśli zbierzemy taki plon jak myślę to będziemy robić mrożonkę warzywną, takie swoje "warzywa na patelnię", które uwielbiam. Pomidorki za to w tym roku bardzo lichutkie, nie wiem dlaczego tak marnie rosną. Wyczytałam na forum ogrodniczym, że przyczyną może być zła ziemia i tak chyba właśnie jest a przecież dałam specjalną, sklepową ziemię do rozsad. Ot, chciała sobie baba poprawić, głupi się człowiek rodzi i głupi umiera.
czwartek, 17 kwietnia 2014
Freedom
No i dojechał nasz nowy koziołek. Mały jest bardzo rezolutny, uznał, że nie dla niego kojce. Z jednego wyskoczył górą, z drugiego zwiał przez okno. Zamknięte. Wypchnął szybę, całe szczęście, że wyleciała w całości i poszedł na obchód swoich nowych włości. Dobrze chociaż, że człowieka się nie boi i przybiega na zawołanie. Stosownie więc do swojego pragnienia wolności otrzymał imię Freedom, zdrobniale Fredek.
niedziela, 13 kwietnia 2014
Melania i Jakub
Dzisiejszy post w całości dedykuję im- Meli i Kubusiowi. Jesienią znalazłam dla nich dobry dom. Półtoraroczny Kuba wraz z dwuletnią Melą i roczną Zuzią zostały po długich rozmyślaniach sprzedane wspaniałej rodzinie kilkadziesiąt kilometrów dalej. Ktoś powie: sprzedałaś-zapomnij. Nie umiem tak, utrzymywałam stały kontakt z nowymi właścicielami, regularnie dostawałam fotki i wiadomości o moich ulubieńcach. Byłam szczęśliwa bo trafiły do cudownych ludzi, którzy dbali o nie lepiej niż ja sama. I tak oglądałam zadowolone kozuszki. Dostały swój ogrodzony wybieg pełen donoszonych stale smakołyków, "kozią górkę" na której Kuba dumnie prężył pierś jak kapitan na Titanicu, wygodny, ciepły domek... Wspólnie czekaliśmy na rujki a potem niecierpliwie wypatrywałam wieści o maluszkach. No właśnie, gdy w lutym kontakt się urwał zachodziłam w głowę co mogło się stać. Słałam maile i nic, cisza. Dzisiaj dowiedziałam się dlaczego. Nie ma już Meli i Kubusia a ich opiekunowie nie wiedzieli jak mi to powiedzieć. Przeżyli ciężkie chwile, najpierw stracili Kubę. Biedakowi po nieudanej dekornizacji wciąż odrastały kikutki rogów. Teraz odrosły tak bardzo, że jeden niebezpiecznie zbliżał się do oka. Konieczne zatem było obcięcie rożków. Weterynarz wykonał zabieg pod narkozą jednak podał zbyt silną jej dawkę i Kubuś po prostu już się nie wybudził. Bardzo mi go żal, był młody- właśnie skończył 2 lata, piękny, dorodny kozioł rasy polska barwna uszlachetniona. A co najważniejsze, miał cudowny charakter, spokojny, kochany przytulak. Śpij Kubusiu :-(
Mela miała bardzo ciężki poród, bliźniaki, rodziły się dwa jednocześnie. Po długim czasie i wielu trudnościach wet wyciągnął pareczkę, białą jak mama kózkę i brązowego jak tata koziołka. Kózka niestety pomimo reanimacji nie przeżyła, podobnie jak jej mama- moja kochana Melusia :-( Umarła następnego dnia. Śpij spokojnie Meluniu...
Mela była moją ulubioną kózką, ostatnie dziecię wybitnej Łyski i Jacka, kozła, który wiele dla mnie znaczył. Nie odziedziczyła po mamie mleczności ale cudowny charakter, spokojna, troszkę nieśmiała, delikatna Melusia. Urodziła się w czasie gdy po okresie niepowodzeń i zawiedzionych nadziei zaświtało dla mnie słońce.
Po Meli i Kubusiu pozostał Kuba Junior- sierotka, koziołek, który przeżył trudne narodziny za to teraz bryluje w towarzystwie ludzkim. Karmiony butelką, chodzi na smyczy do szkoły odwiedzać dzieci (jego pani jest nauczycielką), ma wstęp nawet na pokoje gdzie ciekawie przygląda się sobie w lustrze a tupotem małych nóżek przywraca uśmiech na twarzy swojej pani.
Jest jeszcze i Zuzia, która urodziła dwie śliczne Kubusiowe córki. Brązowe jak tata Madzia i Misia. Wesołe, żwawe brykają po młodej trawce z mamą i bratem Juniorem. Tak więc geny przetrwają. Nie zapomnimy o was, RIP Mela i Kubuś.
Mela miała bardzo ciężki poród, bliźniaki, rodziły się dwa jednocześnie. Po długim czasie i wielu trudnościach wet wyciągnął pareczkę, białą jak mama kózkę i brązowego jak tata koziołka. Kózka niestety pomimo reanimacji nie przeżyła, podobnie jak jej mama- moja kochana Melusia :-( Umarła następnego dnia. Śpij spokojnie Meluniu...
Mela była moją ulubioną kózką, ostatnie dziecię wybitnej Łyski i Jacka, kozła, który wiele dla mnie znaczył. Nie odziedziczyła po mamie mleczności ale cudowny charakter, spokojna, troszkę nieśmiała, delikatna Melusia. Urodziła się w czasie gdy po okresie niepowodzeń i zawiedzionych nadziei zaświtało dla mnie słońce.
Po Meli i Kubusiu pozostał Kuba Junior- sierotka, koziołek, który przeżył trudne narodziny za to teraz bryluje w towarzystwie ludzkim. Karmiony butelką, chodzi na smyczy do szkoły odwiedzać dzieci (jego pani jest nauczycielką), ma wstęp nawet na pokoje gdzie ciekawie przygląda się sobie w lustrze a tupotem małych nóżek przywraca uśmiech na twarzy swojej pani.
Jest jeszcze i Zuzia, która urodziła dwie śliczne Kubusiowe córki. Brązowe jak tata Madzia i Misia. Wesołe, żwawe brykają po młodej trawce z mamą i bratem Juniorem. Tak więc geny przetrwają. Nie zapomnimy o was, RIP Mela i Kubuś.
poniedziałek, 31 marca 2014
Pomarańczowa, słodka kuleczka
Mało ostatnio o psiakach moich pisałam a Liczi rośnie jak na drożdżach. Wszerz również, wałeczek się z niej zrobił ale to dobrze, szczeniak nie może być chudy. Apetyt ma dobry, wcina cztery posiłki dziennie, w tym suchą karmę, kaszkę owocową na mleku modyfikowanym oraz surowe mięso z warzywami i łyżką sparzonych płatków owsianych. Przepis na to specjalne psie jedzonko dostałam od swojego hodowcy a ten od zaprzyjaźnionego, doświadczonego hodowcy z Niemiec. Z hodowli tej pochodzi tatuś mojej Liczi, cudowny z charakteru i eksterieru pies. Ci ludzie mają już 50- letnie doświadczenie w hodowli cockerów, wnieśli wiele wspaniałych genów do populacji tej rasy w Europie. Pojutrze Li kończy 4 miesiące, trzeba więc pokazać jak rośnie:
Zaprzyjaźniła się też z kocurem Julianem:
A po zabawie lubi sobie poleżeć:
Zaprzyjaźniła się też z kocurem Julianem:
A po zabawie lubi sobie poleżeć:
wtorek, 25 marca 2014
Wiosenne podrygi
Ciepło się zrobiło, ruszają wszelkie soki, winorośl płacze, pękają pąki, jednym słowem- wiosna. W sobotę przyleciał pierwszy bocian, tak długo oczekiwany. Kwitną żonkile, forsycje. Chce się żyć. Na ogród jeszcze wejść nie można, za mokro więc skupiłam się na rozsadniku pod szkłem i foliaku. Posiałam szpinak, sałatę, rzodkiewkę i koper pod folią. Zjemy je do maja to zrobi się miejsce na pomidory i paprykę. W rozsadniku znalazły się kapustne- brokuły, kalafior, kapusta pekińska i późna, zioła- bazylia, rozmaryn, estragon, oregano, tymianek i szałwia no i kwiatki- niezawodne aksamitki i cynie. Prześladujący zaś mnie od wielu dni smak na kozi ser dojrzał na tyle, że z 5 l mleka prosto od krowy powstał ten fajny, podpuszczkowy krążek:
Smakował wybornie :-) Tyle, że teraz jeszcze mocniej prześladują mnie te kozie smakowitości a tu dziewczynom moim rozmnażanie nie w głowie i czekać trzeba.
Smakował wybornie :-) Tyle, że teraz jeszcze mocniej prześladują mnie te kozie smakowitości a tu dziewczynom moim rozmnażanie nie w głowie i czekać trzeba.
poniedziałek, 17 marca 2014
Przybysz
Po gruntownym przemyśleniu sprawy doszłam do wniosku, że nie ma na co czekać. Postanowiłam działać więc dziś rano przyjechał do nas kawaler dla Drużyny AA. Cezar jest zeszłorocznym synem mojego Kuby i kozy tej samej rasy- Felicji. Podobny do ojca bardzo tylko w wersji rogatej, charakter równie fajny. Spokojny, grzeczny i bardzo przyjazny. Na razie urządziłam im poranek zapoznawczy, obwąchują się, obserwują, dotykają noskami. Mam nadzieję, że w ciągu paru dni wejdą w ruję. Dziewczynom idzie 14 miesiąc i choć początkowo planowałam by trochę dłużej pozostały pannami to ładnie porosły ostatnimi czasy i na moje oko spokojnie już mogą zostać mamami. Tym bardziej, że wiosna wczesna się zapowiada, trawy tylko patrzeć więc i sezon pastwiskowy rozpocznie się wcześniej. Kozy przez pierwsze 2 miesiące nie odczuwają ciąży, nie obciąża ona ich organizmów więc spokojnie będą sobie jeszcze rosły. No i cały okres ciąży przypadnie na czas letni co jest plusem. A i maluchy urodzone w sierpniu do zimy zdążą podrosnąć. Wszystko to oczywiście zakładając, że kozuchy pozytywnie zareagują na obecność tak przystojnego samca.
Subskrybuj:
Posty (Atom)















