Obraz

Obraz

środa, 1 stycznia 2014

Nowy rok

Wraz z nowym rokiem wracają mi siły i chęć do życia. Mam nadzieję, że ten nowy 2014 rok będzie lepszy. Nosi mnie, chciałabym już coś robić, planuję nasady, rozsady, odmiany. Mam zamiar zrobić mini szklarenkę, taki rozsadnik pod szybami. Miałam już kiedyś coś takiego i fajnie zdawało egzamin. Tylko tego jednego roku doczekałam się swoich kapustek pekińskich. I to nie takie pyćki jakie przeważnie widać w sklepach. Moje pekiny miały piękne, wielkie i chrupiące głowy. Później za każdym razem kapusty szły mi w pęd kwiatowy i nie mogłam zrozumieć dlaczego. Teraz wyczytałam, że podczas kiełkowania i wczesnego rozwoju kapusta ta musi mieć min. 20 stopni non stop, również w nocy. Potem, przesadzona może już mieć chłodniej. To by się zgadzało, na rozsadniku pod szybą na pewno te warunki były spełnione. Tak więc sprawdzimy to teraz, potem rozsadnik taki może służyć całe lato jako zielnik, posadzę tam oregano, bazylię i szałwię, którą uwielbiam jako przyprawę do pieczonego kurczaka. Wrócę do swoich rozsad kapusty, kalafiora, pomidorów oczywiście w kilku odmianach oraz papryki. Planuję kupić pisklęta brojlerów kurzych, a może i kaczuszki? Zamówione mam też kilka sztuk młodych królików, w tym jedną samiczkę niespokrewnioną na partnerkę dla mojego Kicusia i ze 2-3 sztuki na tucz. Jednym słowem- NOWY ROK!

środa, 25 grudnia 2013

Proroczy sen

Czytałam, że sny odzwierciedlają to, o czym myślimy w ciągu dnia. I to sprawdza się, dzisiaj w moim śnie widziałam kozy, których dawno już nie ma. Moja pierwsza koza Baśka, jej córka Średnia, Pestka, Jacek, którego trzeba było pozbawić życia po 7 latach, Kuba. I jeszcze kilka innych. W moim śnie zobaczyłam najpierw Jacka, przyszedł nie wiadomo skąd, wychudzony ale to był on! Mój ukochany Jacuś. Zaprowadziłam go do koziarni jednocześnie trochę obawiając się bo przecież był Kuba. Jak pogodzę dwa kozły? Znając temperament Jacka mogło być niewesoło a jednak zgodnie stały obok siebie. Wtedy moją uwagę przykuły nowo narodzone koźlęta martwe porozrzucane po ściółce między kozami. Koło Baśki leżały trzy szare, koło Pestki dwa brązowe, dalej jeszcze inne. Byłam zrozpaczona, tyle martwych koźlaków, dlaczego? Co się stało? Wzięłam na ręce jedno małe a ono słabo oddychało, zaczęłam dmuchać mu w pyszczek, masować i maleństwo ożyło. Podobnie z resztą maluchów. I na tym skończył się mój sen. Kozy były martwe a ożyły. Teraz analizuję to wszystko, rozmyślam. Dochodzę do wniosku, że te lata byłam trzymaczem kóz, nie hodowcą. Hodowca, hoduje, ulepsza, ja podchodziłam do kóz zbyt emocjonalnie. Byłam skłonna sprzedać kozę wysokomleczną i zostawić byle jaką ale ulubioną. Tak nie postępuje hodowca. Pamiętam kozę Średnią, zgodnie ze swoim imieniem była przeciętna mlecznie ale po byle jakich kozłach dawała w przeważającej ilości kózki i to fajne mleczuchy. Jej córki- te, które pamiętam, Dixi, Balbina, Agata i moja rekordzistka Łyska. Jakie potomstwo mogłaby dać z odpowiednio dobranym kozłem? Dixi dożyła u mnie swoich dni, kryta byle czym, z jej potomstwa nic nie zostawiłam sobie. Balbina, sprzedana po drugich koźlętach zapowiadała się niesamowicie. Agata, wspaniała koza, duża, umaszczenia sarny odeszła struta barszczem Sosnowskiego. Bardzo jej żałowałam. I Łyska, jej potomstwo żyje gdzieś w Polsce tylko nie u mnie. Gdybym wtedy miała ten rozum co teraz wiele a właściwie wszystko robiłabym inaczej. Nie sprzedałabym Średniej ze względu na potomstwo jakie dawała. Koza ta bardzo ciężko się doiła, miała twarde strzyki i to był powód jej sprzedaży. Kuba, którego miałam ostatnio pokazał mi jak ważny jest dla hodowcy kozioł. Pokryte nim delikatnie mówiąc marne kózki dały piękne potomstwo. Co ciekawe nie działa to w drugą stronę. Dobra koza kryta marnym kozłem to spadek wartości, słaba koza kryta dobrym kozłem daje lepsze od siebie osobniki. Jak powstały rasa biała i barwna uszlachetniona? Kozy lokalne, mieszańce białe i kolorowe kryto przez wiele pokoleń kozłami ras alpejskiej i saaneńskiej. W ten sposób następuje uszlachetnienie kóz. Tymczasem w Polsce wciąż nie doceniana jest doniosła rola kozła w stadzie. Kryje się byle czym, byle bliżej i taniej, synem, bratem, ojcem a efekty widać jak na dłoni, szukać nie trzeba. Szukać to właściwie trzeba dobrych kóz. Choć świadomość ludzka jest coraz większa i co pocieszające jakość kóz w Polsce zaczyna się pomału zmieniać na lepsze. To wciąż daleka droga ale pomału, pomału zaczyna być widoczne światełko w tunelu. Ten mój dzisiejszy sen przypomniał mi ile rzeczy zrobiłam źle ale i daje nadzieję na przyszłość. Nie będę żałować tego co było. Było, minęło, nie ma. Wiem, że po tych kilkunastu latach "miecia" kóz powinnam mieć teraz zarąbiste stado wyselekcjonowanych, wysokomlecznych kóz. Powinnam ale nie mam, trudno, trzeba uczyć się na błędach, podnosić z kolan i iść do przodu. Kilka nowych fotek dwójki AA:







Bardzo ciężko zrobić ładne zdjęcia tej ruchliwej dwójce. Astra nieco przybrudzona sokiem z obdzieranej z kory sosny ale trudno. A tu mistrz drugiego planu, bardzo podoba mi się ta kózka:


Jak kozy to i Kropa niech się też pokaże:




poniedziałek, 23 grudnia 2013

Nowe stare

Przypominam sobie na nowo przyjemności posiadania kóz. Dopiero teraz nawiązuję więź z Almą i Astrą. Astra okazuje się bardzo psotną, wesołą kózką. Wskakuje mi nóżkami na plecy, ciągnie za włosy, rozrabia niczego się nie bojąc. Alma jest bardziej poważna i stateczna. Lubi mizianie byle nie za dużo. Cieszę się bo znów odczuwam radość na widok moich podopiecznych, lubię do nich zachodzić, pogłaskać, porozpieszczać smakołykami. Widać odczułam zmęczenie materiału, potrzebowałam przerwy i odnaleźć zagubioną gdzieś pasję do tych zwierząt. Cieszę się, że nie spaliłam za sobą mostów, chyba w głębi siebie wiedziałam, że nie chcę całkowicie pozbawić się ich towarzystwa. Mam wiele nowych pomysłów dotyczących i kóz i psów. Dwójka AA rośnie pięknie tak samo jak mój nowy psi członek rodziny. Dziewczynka jest jeszcze w hodowli przy mamie, przedstawię ją gdy już będzie przy mnie.

wtorek, 26 listopada 2013

Przedzimek

Zima zbliża się wielkimi krokami, czas na ostatnie, przedzimowe prace, czyli głównie okrycie roślin wrażliwych na mróz. W moim przypadku oznacza to zakopanie pod ziemię 50 sztuk winorośli. Praca ciężka, szczególnie jeśli wykonuje się ją w pojedynkę. Krzewy przyginać się do ziemi za bardzo nie chcą, trzeba uważać by nie złamać, jedną ręką przytrzymywać łozy, drugą operować szpadlem. Połowa już okryta, zimuje, mam nadzieję, że dwa dni wystarczą na dokończenie reszty. Krzaki muszą być w całości przykryte ziemią, na to gałęzie świerkowe, które oczywiście trzeba sobie w lesie naciąć i przetransportować do domu. Stanowią dodatkową warstwę ochronną gdyż spadający śnieg pięknie trzyma się jedliny. No i kurki grzebuchy nie mają szans na zniszczenie mojej pracy.
Kozuchy już nie ciągną na dwór, wolą siedzieć w ciepełku w koziarni i wcinać smakołyczki, czyli sałatkę warzywną i owies. Zakupiłam większą ilość więc już im nie wydzielam, niech jedzą do woli. Muszą nabrać więcej ciałka przed zimą. Łyska miała już drugą ruję, wygląda bardzo dobrze, na tamten świat jej nie śpieszno i dobrze, niech żyje jak najdłużej starowinka. A byłam przekonana, że koniec jest blisko. :-) Panny, Alma i Astra wreszcie rosną jak należy, pokończyły 9 miesięcy ale choroba zrobiła swoje i wyglądają na 6-7 miesięcy. Jestem jednak dobrej myśli, widzę, że wyglądają coraz lepiej i myślę, że do następnej jesieni wyrosną jak bym chciała.
Psice wiodą te swoje beztroskie życie, Zoja właśnie cieczkuje i pod bramą czatuje wciąż dwóch kawalerów. Nie są bardzo uciążliwi dopóki nie przejdą na posesję co własnie dzisiaj nastąpiło i musiałam amanta z kijem przeganiać. Zojka jak ta królewna w wieży zamknięta na tarasie ale pilnować trzeba. Styczeń lub luty planuję sterylizować rudą to wreszcie będzie spokój.
A co najlepsze, wreszcie ruszyłam z budową łazienki u mnie na poddaszu. Po 6 latach wreszcie coś się ruszyło, ścianki już stoją, postawione przez sprytnego fachowca w jeden dzień. Teraz te moje małe mieszkanko pomału zacznie wyglądać jak należy z czego ogromnie się cieszę.

niedziela, 3 listopada 2013

Nowe decyzje

Tak, wreszcie podjęłam ostateczne decyzje. Kozy zostają. Alma i Astra, moje wymarzone, pierwsze rasowe kózki. Raz, że ciężko było mi się z nimi rozstawać, no bo jak tak po tylu latach nie mieć ani jednej kozuchy? Dwa, nie planuję powiększać stada więc byłyby tylko one dwie więc utrzymać je nie będzie trudno. A trzy- kozie mleko bardzo mi się jeszcze przyda. Teraz, kiedy już wiem co robić dalej z nadzieją i optymizmem patrzę w przyszłość. Łyska wczoraj dostała rui, pierwszej w tym roku. W zeszłym roku zaszła mi niespodziewanie w ciążę właśnie o tej porze, teraz na pewno koniec z "tymi" sprawami. Kozła nie ma więc wpadki wszelakie wykluczone, poza tym wytłumaczyłam staruszce, że w pewnym wieku to już nie wypada. Warsztat definitywnie zamknięty. Panny albo rujki mają ciche albo jeszcze nie dojrzały bo zmian w zachowaniu nie odnotowałam. A w sumie mają już po 8 miesięcy choć słabo porosły. Myślę, że wpływ na to miała przedłużająca się choroba wiosną i latem a co za tym idzie słabe jedzenie. Na szczęście teraz są całkowicie zdrowe, odrobaczone i szczęśliwe. Wyrosną do przyszłej jesieni. Nie będę się śpieszyć z ich kryciem, muszą wyrosnąć duże i dorodne. Planuję też wrócić do królików ale nie kilkanaście sztuk jak 2 lata temu a 4-5. Tyle, ile mam klatek. Zdrowe mięsko przyda się jak nie nam to część zapewne dla moich cockerów. Jak już o psach mowa, oficjalnie zarezerwowałam w świetnej hodowli suczkę wystawową. Jeśli wszystko dobrze pójdzie to w marcu przywitam nowego członka rodziny. Przyszła psia mamusia jest już w potwierdzonej ciąży, przewidywany termin porodu początek grudnia. Ciężko się czeka, człowiek wszystko chciałby "na już". Teraz mam czas na dokształcanie się w temacie rasy, jej pielęgnacji, hodowli i wystawiania. I robienie wielkich planów, jak to zwykle późno jesienną i zimową porą gdy pracy na dworze coraz mniej. Ogród sprzątnięty, zaorany, zapasy zrobione, opał zgromadzony. Teraz tylko grabienie dopadających codziennie liści i słuchanie bulkającego w balonikach wina.

piątek, 25 października 2013

Trochę w zawieszeniu

Ważą się losy Almy i Astry, wciąż myślę co robić, sprzedawać, nie sprzedawać. Jednego dnia jestem zdecydowana na sprzedaż a potem idę poprzytulać te kochane mordki i te moje zdecydowanie ucieka. To moje wymarzone, rasowe kózki, czekałam na nie tyle czasu... Z drugiej strony potrzebne pieniądze i nie wiem czy będę miała dla nich czas. Nie chcę by były zaniedbane. Muszę to sobie wszystko poukładać w głowie, ułożyć plan działania, zdecydować wreszcie co będę robić w najbliższym czasie. Tak sobie dzisiaj rozmyślałam przy okazji wyprowadzania ich na łąkę, na duże stado nie będę miała ani czasu ani warunków ale te dwie kózki? Może dałabym radę, kozioł dla nich odpowiedni jest w sąsiedztwie, przyjechałby tylko na parę dni na krycie. Sianka dwie kozy dużo nie zjedzą a miałabym swoje mleczko i wciąż serki w których zdążyłam się już rozsmakować. A i psiakom coś skapnie. No i tak zaczynam się łamać w dotychczasowym postanowieniu sprzedaży ich wiosną i ostatecznym zakończeniem przygody z kozami. Nie jest łatwo tak wywracać swoje życie do góry nogami. Zaskakuje mnie też Łyska, po porodzie wyglądała bardzo licho, ma już 13 lat, potraciła zęby, nie była w stanie jeść siana więc zapadła decyzja o jej uśpieniu. Łysia jednak chyba usłyszała i zrozumiała o czym mówimy bo wcina siano aż miło. Fakt, ma trudności ale dostaje warzywa, owoce, otręby, witaminy. Zaokrągliła się troszkę, widzę, że je i to nie tylko miękką trawę ale sianko również. Codziennie brzuszek ma wypchany, jest zdrowa, żwawa, rządzi pannami. W związku z tym wyrok został odroczony w czasie. Dopóki nic poważnego jej nie dolega będzie żyła. Tyle jej obiecałam, ma u mnie emeryturę. Kozła już nie ma więc nie ma możliwości wpadki jak w zeszłym roku, została zasuszona i dopóki będzie mieć wolę życia będzie z nami.

sobota, 12 października 2013

I pojechał

Kuba pojechał dziś do swoich nowych właścicieli. Tym razem poszło łatwo i gładko bo wiem gdzie trafił. A zamieszkał z Melą i Zuzią. Prawdopodobnie wiosną dołączą do nich jeszcze Alma i Astra tak więc moje stadko będzie w komplecie tylko w innym miejscu. :-) Ogromna to radość, gdy wiem, że moje wychowanki wiodą dalej szczęśliwe życie rozpieszczane, głaskane, odpowiednio karmione a przede wszystkim kochane. Ja z kolei spodziewam się nowego domownika ale to dopiero w okolicach marca. Przedstawię go gdy przyjdzie czas.